Rynek pracy w czasie i po koronawirusie – cz. 1

Pisanie o koronawirusie nie jest sexy ale jednak nas kręci. Nie chcę podejmować tu próby wyjaśnienia psychologicznych podwalin tego zjawiska, tym zapewne zajmą się inni. Chciałbym raczej spojrzeć na procesy które zostały zainicjowane globalną pandemią i wpływem, jaki będą wywierać na nas teraz i w już bardzo niedalekiej przyszłości. Mam tu na myśli to, co w głównej mierze wiele osób odczuło na własnej skórze, czyli pracę na odległość.

Według badań przeprowadzonych przez konfederację Lewiatan, aż 88% firm wśród których przeprowadzono ankietę na ten temat, po wprowadzeniu ograniczeń związanych z przemieszczaniem się i organizacją zgromadzeń zdecydowało się na wdrożenie pracy zdalnej. To ogromna zmiana, chociaż oczekiwana przez samych pracowników. Jeszcze przed „erą koronawirusa” niemal 80% osób poszukujących pracy chętniej podjęło by taką, która dawałaby – przynajmniej w części – taką możliwość. Czy dziś bylibyśmy tak samo zachwyceni taką perspektywą?

1. Walor społeczny

Trudno kwestionować nasze dążenie do kontaktu z innymi. Nie trzeba tu nawet przytaczać statystyk i wyników badań, wystarczy wyjrzeć na ulice czy obejrzeć jakikolwiek przekaz z nadmorskich miejscowości (ewentualnie wyłącznie to pierwsze, jeśli akurat mieszkacie w miejscowości nadmorskiej). Bardzo szybko i sprawnie przyszło nam przyzwyczajenie się do myśli, że ograniczeń nie ma a zagrożenie tak, po prostu zniknęło a dystans społeczny pozostał wymysłem dla… no właśnie: dla kogo tak naprawdę, skoro niezależnie od wykształcenia, pochodzenia, wylegliśmy tłumnie na ulice, place, plaże i deptaki?
Lubimy się wzajemnie? To byłby pewnie zbyt daleko idący wniosek, ale z pewnością się potrzebujemy. Towarzystwo poprawia nam humor a duża ilość osób dookoła sprawia, że ze swoim wewnętrznym wyborem w zakresie złagodzenia reżimu sanitarnego nie czujemy się osamotnieni.
W gruncie rzeczy jednak nie jesteśmy do końca nauczeni funkcjonowania z pominięciem waloru bezpośredniego kontaktu. Trudniej nam się rozmawia, znacznie trudniej wyjaśnia trudne kwestie. Bardzo trudno przekonuje innych gdy nie możemy ich widzieć albo gdy niefortunne usytuowanie kamery w naszym “urządzeniu końcowym” uniemożliwia kontakt wzrokowy.
Moje własne doświadczenie z okresu “głębokiej pandemii” – czyli z pustymi ulicami, zarośniętymi znajomymi na wideokonferencjach, coraz częściej wyłączającymi kamerki koleżankami z pracy i możliwością gładkiego przejazdu przez moją Łódź od krańca do krańca w ciągu 15 minut – jest raczej mizerne. Nie przepadam za wyłącznie zdalną formą kontaktu. Chociaż z czasem do niej przywykliśmy i pewnie nauczyliśmy się (a może raczej zdefiniowaliśmy) zasad takiej pracy czy dyskusji, to jednak mam głębokie przekonanie, że spotkania twarzą w twarz mają zalety komunikacyjne trudne do osiągnięcia w sposób zdalny. O ile w ogóle możliwe. W sytuacji braku wyboru zapewne z czasem doszlibyśmy do znacznie większej płynności i ogólnej kultury pracy w takim trybie, chociaż i tak byłem pod ogromnym wrażeniem jak szybko komfort pracy się poprawiał.
Subiektywny wniosek z tej części: praca zdalna ogranicza walory społeczne obecne w pracy “tradycyjnej, nie dając wiele alternatywnych możliwości ich zastąpienia.

2. Telefony
Pamiętam jeszcze czasy, gdy savoir vivre nie pozwalał telefonować do obcych później niż po 18. Potem była to godzina 20 a dla bliskiej rodziny 22. Potem przyszły komórki, smsy właściwie to nie rozmowy więc niby można wysyłać także później. komunikatory internetowe rodziły się w atmosferze braku zdefiniowanych ścisłych godzin aktywnego działania, więc były (i są) w zasadzie całodobowe w kontaktach towarzyskich. Z wyjątkiem osób, które przeżyły już tak dużo lat, że używają jeszcze zwrotu “nie wypada” w odniesieniu do zagadnienia komunikowania się po godzinie 22.
Pojawienie się komórek zmieniło sporo w podejściu do tematów zawodowych. Cenię osoby, którzy szanują mnie i mój czas wolny. Nie mam jednak problemu z rozmowami później niż o 20, ale w epoce przedpandemicznej zdarzały się rzadko. W marcu, po spotkaniu “na szczycie”, zapadła decyzja o szerokim wprowadzeniu systemu pracy na odległość. Chociaż tego nie zdefiniowaliśmy, to niejako automatycznie godziny o których mógł zadzwonić telefon były coraz późniejsze. 20 nie była niczym niezwykłym, zdarzały się i połączenia bliżej godziny 22. Zrozumienie było dość powszechne: trzeba to trzeba. Właściwie samo się to jakoś przyjęło.
Wraz z wydłużonymi godzinami działania telefonów niepokojąco rosła ilość minut spędzonych na połączeniach. Jasne, nie tylko telefonicznych, w sukurs przyszły wszelkiego rodzaju komunikatory, bardziej i mniej znane a nawet – znowu: w erze przedpandemicznej – zupełnie egzotyczne. Co nie zmienia faktu, że na takich spotkaniach spędzaliśmy często wiele godzin w ciągu dnia, z powodów o których napisałem wyżej: z początku nie mogliśmy się skutecznie w ten sposób porozumieć. Właściwie dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jak istotna jest cała ta komunikacja pozawerbalna, która niemal nie występuje gdy mamy z nią do czynienia na odległość.
Tego nie nauczyła nas szkoła ani uczelnie, nie umiemy równie skutecznie jak twarzą w twarz komunikować się na odległość. Tego musimy się nauczyć, lista korzyści jest dość długa, więc warto. Swoją drogą, czyż tego jak pracować na odległość nie powinna uczyć już szkoła podstawowa? Niesłychanie ważny element pracy zespołowej, którego brak może skutecznie paraliżować różne działania i projekty, ty bardziej im bardziej są one złożone.
Subiektywny wniosek z części drugiej: telefony w przypadku pracy na odległość mają tendencję do dzwonienia za często i w porach w których powinny milczeć. Na szczęście można je wyłączyć.

c.d.n.

Formularz kontaktowy.

* klauzula RODO